Skip to content


Spiegelman, Shelton oraz Spain @ ICA

W zeszla niedziele bylem na spotkaniu pod tytulem “Wyjscie z podziemia” (Up from the underground).
Goscmi byli panowie Art Spiegelman (Maus, Breakdowns), Gilbert Shelton (Fabulous Furry Freak Brothers, Not Quite Dead) oraz Rodriguez Spain (Trashman,Che). Spotkanie mialo miejsce w ICA (Institute of Contemporary Arts, cokolwiek by to nie znaczylo).

Moze na poczatek krotko o organizacji w porownaniu do spotkania z Moorem w VA Museum- odbior biletow przebiegl bezproblemowo, sala duzo wieksza (i ciemniejsza), z projektorem na ktorym wyswietlano materialy przyniesione przez gosci. Byly problemy z podlaczeniem komputerow do projektora (co chwile na scene wkraczal technik i cos tam majstrowal), zdecydowanie zabraklo tez profesjonalnego prowadzacego znajacego temat – na poczatku Spain prowadzil rozmowe, pozniej przegadal go Spiegelman i juz do konca to on nadawal ton dyskusji. Gilbert sie odzywal stosunkowo niewiele. Rozmowa byla dosc chaotyczna, czesto zmieniano temat, mniej wiecej postaram sie zobrazowac jej przebieg.

Rozpoczeto od wspomnienia pierwszego spotkania: 1969 , Nowy York – trzech mlodych ludzi wygladajacych na hippisow zbiera pieniadze (dokladnie nie wiem na co), brakuje im 35 centow i proboja je wyzebrac od przechodniow. Niestety z marnym skutkiem (nikt nie chcial dawac pieniedzy hippisom). Nastepnie Gilbert upuszcza 20 dolarow tak niefortunnie, ze laduja one w studzience kanalizacyjnej. Po wyprobowaniu sposobu z guma do zucia przyklejona na sznurku, Gilbert wycina drzewko spod komisariatu policji (w budowie na szczescie) i po skombinowaniu go z guma wyciaga banknot.

Nastepnie mowiono o poczatkach – Spiegelman zaczal swoja historie w wieku lat 13, gdy zobaczyl po raz pierwszy komiksy “podziemne”. Tworzyc zaczal w szkole sredniej, w latach 60-tych. Mowil o polaryzacji miedzy ludzmi rysujacymi komiksy a “prawdziwymi” artystami. Byl niejako przekonany ze komiks to najnizsza forma sztuki, dopoki nie spotkal swojego znajomego artysty grafika, ktory robil tatuaze (smiech). Pokazal tez zdjecie z palenia komiksow w Binghamton, USA – 1948 rok.

Shelton wspominal komiksy ktorymi byl zafascynowany w dziecinstwie – Dick Tracy, Captain Easy, Smiling Jack (tu z nostalgia napomknal, ze nikt juz nie pamieta Smiling Jacka). On takze nie wiedzial jak traktowac komiks – czy jako sztuke, czy moze jako rozrywke. Watpliwosci rozwiala wizyta w muzeum sztuki w Nowym Jorku – zobaczyl tam wtedy panele z komiksu (Crazy Cap???).

Spiegelman zauwazyl ciekawe zjawisko: “Jezeli ogladasz obraz i go nie rozumiesz, to stwierdzasz ze
jestes glupi. Jezeli czytasz komiks i go nie rozumiesz, to uwazasz ze artysta jest glupi”.

Mowiono troche o krytykach i cenzurze – na przyklad ze w Chinach nie mozna (nie powinno sie?) rysowac ludzi z wielkimi glowami (Spain). Odnosnie wielkich glow Shelton przytoczyl historie artysty, ktorego rzezba czlowieka z wielka glowa zostala doslownie wysmiana przez krytykow, w wyniku czego popelnil on samobojstwo. Wspomniano o tym, ze panstwa takie jak Niemcy, USA i Wielka Brytania cenzoruja latwiej niz inne. Gilbert (ktory mieszka od dlugiego czasu we Francji) stwierdzil ze dystrybucja nowych komiksow jest tam duzo latwiejsza, gdyz panstwo pomaga artystom.

Spiegelman napomknal z nostalgia, ze na poczatkach komiksu podziemnego byl taki moment, ze wszystko sprzedawalo sie po 20, 30 tysiecy sztuk. Pozniej dopiero ludzie zorientowali sie ze jedne komiksy sa lepsze od innych i zaczeli kupowac tylko te pozycje, ktore im sie podobaly. Problemem bylo tez rozprowadzanie wiecej niz jednego numeru – “dystrybutorzy” nie mieli miejsca w “magazynach” na wiecej niz jeden naklad. Tutaj Gilbert rozesmial sie, ze trudno podbijac Ameryke majac do dyspozycji jednego goscia z ciezarowka.

W zwiazku z tym ze czasu bylo niewiele (spotkanie rozpoczelo sie z lekkim opoznieniem, a sklepik z
komiksami byl czynny tylko do 21 – najwyrazniej bardzo wazny element dla organizatorow), przystapiono do zadawania pytan. Mysle ze troche gosci zaskoczyly – pytano bardziej o polityke (np Kuba i USA, Obama jako nowy prezydent) niz o komiks. Spiegelman powiedzial ze bardzo lubi Obame i ze po raz pierwszy czuje, ze to ktos kto chce dla niego dobrze.

Po pytaniach przystapiono do podpisywania. Najwieksza popularnoscia cieszyl sie Art, duzo ludzi bylo tez do Sheltona. Spain nieco sie nudzil i ogladal mapke metra (chociaz tez do niego podchodzono z “Che”). Ludzie przynosili szkicowniki, zwykle kartki, bilety, albumy o komiksie itp itd

Co ciekawe – Gilbert niesamowicie sie rozgadal przy bezposrednim kontakcie z ludzmi – opowiadal o
filmie z FFFB, o swoim nowym komiksie “Not quite dead” itp itd. Mnie zapytal skad jestem, gdy powiedzialem ze z Polski, to stwierdzil ze jak dotad FFFB nie pokazal sie we wschodniej europie (poza bodajze Chorwacja, gdzie ukazal sie nielegalnie) i ze bardzo by chcial aby to nastapilo. Na pytanie czy sa jakies powazne przeszkody ku temu odpowiedzial ze nie – to raczej kwestia braku komunikacji z krajami bylego bloku sowieckiego. Narysowal mi na kartce (wyzebranej w biurze obslugi klienta) trojke braci z podpisem “Don’t be afraid, we are just drug addicts” ;)

Spotkanie, pomimo drobnych mankamentow, bylo bardzo udane, panowie na zywo okazali sie zupelnie zwyczajnymi, sympatycznymi osobami o bujnych zyciorysach (historie o tripach na LSD itp itd)

Ponizej kilka zdjec


Posted in Komiksy.


0 Responses

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.