Skip to content


Oblivion

Na temat tej gry napisano już wiele – recenzje, walkthrough itp itd. Wymieniana jest jako jedna z najlepszych gier na Xboxa, spotkałem też opinie że jest to najlepiej wyglądający tytuł na tą konsolę. Pomimo tego miałem pewne opory – nie przepadam za RPG w pełnym 3D, lubie raczej staroświeckie tytuły takie jak Eye of the Beholder, Lands of Lore czy Ishar. Czy się rozczarowałem?

Okładka

Pierwsze wrażenia z gry były średnie – zaczynamy w lochu, odwiedza nas imperator i zaczyna coś bełkotać o swoich sennych marzeniach (długi, średnio sensowny wywód). Dla strażników najwyraźniej to nie pierwszyzna ponieważ bez gadania wypuszczają nas z celi. Podziemia w Oblivionie nie wyglądają zbyt interesująco, więc zacząłem zastanawiać się nad słusznością swojego zakupu. Również system obsługi przedmiotów, czarów i statystyk wydawał się nieco skomplikowany – w pewnym momencie poczułem się nieco zagubiony. Tak czy siak postanowiłem dać grze szansę (w końcu tylu recenzentów nie może się mylić) i wyleźć na światło dzienne. Opuściłem kanały… no i się zaczęło.

Oblivionowi trzeba dać chwilę aby się rozkręcił (i aby przyzwyczaić się do całego systemu – wcześniej nie grałem w żadną grę z tej serii, więc wszystko było “nowe”), a gdy już się rozkręci to zapomnijcie o wyjściu z domu, pracy i takich tam pierdołach. Gra przykuwa do monitora.

Po pierwsze ogrom świata jest przytłaczający – myślę że lokacji do zwiedzania (takich jak groty, kopalnie, farmy itp) jest lekko setka. Do tego w każdym mieście mamy do wyboru kilka questów. Gra niejako prowadzi nas za rączkę – podczas misji widzimy na mapie oraz naszym kompasie strzałki, pokazujące nam gdzie powinniśmy się udać. Wydaje się to dużym ułatwieniem, ale uwierzcie mi – bez tego po prostu byśmy się zgubili (przynajmniej na początku, po jakimś czasie zaczynamy kojarzyć miasta, ludzi i miejsca). Do nowo zaznaczonych lokacji musimy udać się pieszo (lub konno) poprzez lasy i pustkowia. Pomiędzy miastami i już odwiedzonymi miejscami możemy przemieszczać się używając automatycznego podróżowania – zaznaczamy gdzie chcemy się udać i gra po prostu wczytuje dany obszar. Używam tej opcji tylko i wyłącznie podczas podróży z jednego krańca mapy na drugi – krótkie dystanse wolę pokonywać samodzielnie, ponieważ… krajobraz wykonany jest absolutnie fantastycznie – pełno kamieni, drzew, kwiatów, rzeczek, wzniesień itp itd. Być może Assasin’s Creed wygląda nieco lepiej, jednak wszystko jest o wiele bardziej statyczne – w Oblivionie częścią naszej podróży jest zbieranie kwiatów, ziół i grzybków na alchemiczne wywary. Jak mamy ochotę to możemy wybrać się na polowanie i ustrzelić sarenkę (z łuku lub fireballem). Nierzadko sami staniemy się zwierzyną i będziemy musieli dawać dyla przed ogrem lub bandą trolli (ale tylko na początku, później spuszczenie im łomotu nie będzie problemem). Nie mam zielonego pojęcia jak udało się zwizualizować te wszystkie drobne szczegóły – stojąc na wzgórzu widzimy w oddali zamek stojący pośród lasu, idąc w bok zauważamy że jest to trójwymiarowy model (a nie po prostu płaskie tło). Podchodząc do drzew nie widzimy nagłego zwiększenia się ilości detali (czyli nie ma kilku wersji – bliskiej, dalekiej i zupełnie maleńkiej). Strzelając do wroga z łuku możemy naszpikować go tak, że będzie wyglądał jak poduszka na szpilki. Kiedyś trafiłem sarnę w nogę i strzała przebiła ją na wylot – wystając z obu stron. Świetnie wykonano pogodę – dni potrafią być ciemne i deszczowe, naprawdę widać różnicę (kiedyś “obudziłem się” o 13 w taki dzień i zacząłem się zastanawiać czy to nie 1 w nocy) . Drobne detale a cieszą.

Inteligencja przeciwników jest nienajgorsza – potrafią użyć magicznych napojów w odpowiednim momencie, łucznicy starają się trzymać na dystans, przegrywając potrafią zacząć uciekać, by po chwili znowu zaatakować. Algorytmy wyszukiwania drogi trochę szwankują – przeciwnik potrafi czasami utkwić za podłużną ławą i kręcić się w kółko bez specjalnego celu. Ale nie jest to zbytnio denerwujące, szczególnie gdy wróg jest dużo silniejszy od nas ;) Co ciekawe – walcząc z bandą kościotrupów w podziemiach próbowałem zastosować najstarszy trick RPG – opuściłem lokację. Jakież było moje zdziwienie gdy po chwili trzy szkielety pokazały się w drzwiach i zaczęły mnie ganiać po lesie ;)

Największą zaletą Obliviona jest według mnie swoboda rozgrywki – nikt nie narzuca nam tego co mamy robić, nie ma limitów czasowych, możemy rozwijać dowolne cechy bez dodatkowych kar (np będąc magiem możemy nosić ciężką zbroję – owszem, nie będziemy tak skuteczni w rzucaniu czarów, ale wciąż jest to możliwe – w przeciwieństwie do starszych gier). Mnie najbardziej spodobało się bycie “lekko spaczonym bohaterem”- robie questy, staram się wypełniać je w “prawy” sposób, a w wolnym czasie obrabiam ludziom chaty oraz preparuję i używam trucizn ;) Bardzo odprężające.

Co mi się nie podoba?
Właściwie to wszystko jest w porządku, czasami tylko ni z gruszki ni z pietruszki strażnicy chcą mnie wrzucić do więzienia (pomimo tego że podczas kradzieży jestem bardzo ostrożny). System doboru składników eliksirów jest też dla mnie zagadką. Mało urozmaicone są podziemia – jak dotąd spotkałem trzy rodzaje. Czasami aż nie chce się ich zwiedzać. Nie są to jednak krytyczne niedoróbki.

Podsumowując – chyba najlepsza gra fantasy RPG w jaką grałem – bardzo rozbudowana, przemyślana, wspaniałe wykonanie. Aż chciałoby się pracować nad kolejną częścią ;) Zdecydowanie polecam.

Trochę screenów:
Łowca jeleniTutaj jeszcze nie byłemLas to las, a nie kilka drzew
Podziemia są raczej średnio urozmaiconeDuchy - bez srebra lub magii nie podchodźLokacje potrafią urzekać
PortMoje ulubione zajęcie - zbieranie kwiatkówPrzyj*ć czy nie, oto jest pytanie?

Posted in Gry.


2 Responses

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.

  1. hrbmx says

    ciekawa recenzja, niepodoba mi sie tylko to ze chcesz bic trolle;)

  2. Siegfried says

    trolle sa paskudne – prawie tak wstretne jak te internetowe ;)



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.