Skip to content


Przemyślenia emigracyjne

Nie żebym się skarżył lub narzekał, broń Boże, ale dość często się nad tym zastanawiam. Mam na myśli podejście Polaków którzy zostali w kraju do osób na emigracji, rolę tejże w tzw. sukcesie gospodarczym naszego kraju, a także naszą polską mentalność.

bigben

Na początek będzie trochę o pieniądzach:

Według tego artykułu emigranci przesłali w 2007 roku ponad 20,3 miliarda złotych, w porównaniu do 17,5 miliarda rok wcześniej. Tak na oko w 2008 wpompowano jeszcze więcej ponieważ część osób wracała (zabierając oszczędności ze sobą), a ci co wysyłali i zostali prawdopodobnie zmienili pracę na lepszą lub awansowali. Powiedzmy więc że wysłano około 30 miliardów złotych. Czy jest to duża kwota?

Poszukałem trochę na googlach i tak na szybko bez specjalnego sprawdzania:

  • deficyt budżetowy na rok 2009 ma być na poziomie 18 mld (pesymistyczne prognozy mowią o 36 mld lub nawet 56 mld – pewna rozbieżność w ocenach tzw "ekspertów") – źródło
  • firmy deweloperskie z Hiszpanii, Francji, Iralndii i Izraela zamierzają zainwestować w najbliższych latach łącznie około 30 miliardów złotych w projekty na terenie Polski – źródło
  • zadłużenie Polaków (indywidualne) wynosi około 8 mld – źródło
  • 30 mld ma być wydane na drogi w przyszłym roku – źródło

I tak dalej…

Do tej kwoty dodałbym też zyski polskich firm z eksportu – i to naprawdę duże zyski. Tutaj w Londynie na każdym kroku widać polskie produkty, od tych najbardziej oczywistych (wódka, piwo), aż po ogórki, wędliny, pasztety, kapustę, papierosy czy paprykę. Sprzedawane są w polskich sklepach, hipermarketach, praktycznie w każdym offlicence jest jakiś polski akcent. Sporo transakacji jest niewidocznych dla przeciętnego zjadacza chleba  – np sieci gastronomiczne cateringowo zakupują polskie mięsa i prawdopodobnie warzywa. Alkohole zdobywają rynek autochtonów – coraz częściej w pubach można spotkać Tyskie, Żywca i Lecha (najczęściej butelkowe, chociaż czytałem też gdzieś o kijach) – jeden z artykułów. Co ciekawe – rosnąć muszą też zyski z turystyki (chociaż dziękuję za takich turystów jak brytole w Krakowie) – Polska staje się celem wycieczek, a nierzadko też samej emigracji (przykładowo poczytajcie sobie polishforums – bardzo ciekawe tematy – jak obcokrajowcy nas widzą, co u nas lubią, czego nie). Dużą zasługę mają tu polskie panny, często wychodzące za kawalerów z UK i nie tylko (piszę to bez cienia złośliwości). Często później nowa rodzina reemigruje do naszego pięknego kraju żeby zamieszkać gdzieś w głuszy ;) Przenoszone są biznesy (na ogół kończy się to zderzeniem z twardą polską rzeczywistością fiskalną). Nawet głupie odwiedziny emigrantów w kraju to duże pieniądze – trzeba pójść do dentysty, zostawić coś rodzicom, spotkać się z jak największą ilością znajomych (tydzień picia w knajpach), najeść się do syta polskich specjałów. Policzcie sobie lekko licząc milion osób (nowej emigracji) razy 1500zł raz do roku – 1500,000,000zł (1.5 mld, czyż nie?). A raz do roku to naprawdę dość rzadkie odwiedziny.

Te wszystkie pieniądze trafiają co prawda bezpośrednio do samej gospodarki, jednak pośrednio opodatkowane są 22% stawką VAT (zajebiście wysoką). Nie daj Boże jak pracujesz gdzieś poza UK – powinieneś wtedy uiścić też normalny podatek. I mimowolnie stajesz się przestępcą, bo niby z jakiej racji masz być ofiarą państwowego bandytyzmu i płacić za swoją zaradność?

Sporo ludzi uważa, że taki wyjazd za granicę to pestka – jedziesz, dostajesz lekką pracę za kupę szmalu, oszczędzasz po 2000 funciaków miesięcznie i się wozisz. Otóż nie moi drodzy – my tutaj płacimy naprawdę wysoką cenę za to że chcemy realizować swoje marzenia (np. zbierać pieniądze na ślub czy mieszkanie, bo tak się akurat złożyło że rodzice biedę klepią). Mało kto z nas o tym mówi, bo niefajnie jest się chwalić samotnością i tęsknotą, brakiem przyjaciół i rodziny. Znam ludzi którzy twierdzą, że do kraju ich wcale nie ciągnie, po czym nagle jadą tam na dwa miesiące. Ponieważ po początkowej euforii i zachwycie "nowością" każdego dopada home-sickness. Najczęściej po dwóch czy trzech latach, pomimo tego że znasz dobrze język, masz nowych znajomych (czasami nawet przyjaciół), chodzisz do kina, pubu czy na imprezy. Po prostu nie jesteś u siebie. Podejrzewam że nawet po latach wciąż myśli się inaczej i nie identyfikuje za bardzo z tubylcami. To działa też w drugą stronę.

Finansowo też nie jest tak wcale super – owszem, można zarobić te 1500 czy 2000 funtów, ale koszt życia też jest inny – wynajem pokoju to 450L miesiecznie, małe mieszkanko to już jakies 1000L na miesiac. Dodajcie do tego koszty biletow (100L/ms) i wyzywienia (80L jeżeli jesz tylko w domu). A przeciez większość ludzi zarabia tutaj po około 1000L – kelnerzy, kucharze, sprzatacze, opiekunowie itp itd. Z czego tu oszczedzac? Nic tylko się napić – no i pijemy. Bo co innego ma do roboty ktoś kto np nie zna języka? Siedzieć i patrzeć się w sufit po tygodniu harówki? A jak gdzieś wyjdziesz wieczorem to cholera wie czy wrócisz (szczególnie w mniejszych miejscowościach) – tubylcy też nas nie lubią i co chwila ktoś kończy z nożem czy śróbokrętem w brzuchu. Na obcej ziemi, z dala od swoich, bo chciałeś zarobić na lepsze jutro.

Do czego zmierzam? Otóż pomimo tych dość oczywistych faktów (wystarczy zastanowić się przez 5 minut aby wymyślić powyższe) rodacy którzy zostali w kraju dają nam wyraźnie odczuc swoją niechęć, ciesząc się jednocześnie jak to jest w kraju lepiej i lepiej. Jest pracy pod dostatkiem (hmmm… ciekawe czemu?), rosną pensje, opieramy się kryzysowi. I widzę te komentarze na temat zmywaków, zdrajców, puszczalskich polskich dziwek i takie tam. Siłą rzeczy mowię tu o internecie, poniewaz w pysk mi nikt nie powie czegoś takiego – pierwsza sprawa to to, że zabiłbym go śmiechem, druga to brak anonimowości – jeszcze się okaże zaściankowcem lub w mordę wyłapie. Sieć daje poczucie bezkarności i w związku z tym jest świetnym wyznacznikiem naszych cech narodowych. Mali, zazdrośni i chamscy. Tacy właśnie jesteśmy my, Polacy. Zamiast cieszyć się z tego że wreszcie powoli zaczynamy zrównywać się z resztą europy, że stać nas na samochody, mieszkania (no, tu trochę kurna przesadzam) i zabawki, że nasi ziomkowie zrobili udaną inwazję na obce kraje, zdobywając nowe doświadczenia, że gdziekolwiek się pojawiliśmy wszyscy zazdroszczą nam naszych kobiet (a my możemy im z dumą powiedzieć że najładniejsze zostały w kraju bo nie musiały wyjeżdżać),  my wolimy bryznąć na kogoś gównem. Prosto po oczach – że my tutaj mieszkamy po 10 na 3 pokojach, że pracujemy na zmywakach, sprzątamy kible po innych, że się kurwimy z kim popadnie, że mamy nie wracać, że nikt nas w Polsce nie chce i nikt za nami nie tęskni…

To naprawdę jest smutne i przerażające, ponieważ ukazuje jak łatwo nas podzielić, na dowolnej linii – za jaką jesteś partią, jaką masz orientację seksualną, jakiej muzyki słuchasz, w jakiej walucie zarabiasz, jaki masz model konsoli, jakie nakrycie głowy nosisz, czy jesteś niski czy wysoki, mądry czy głupi. Jak to kiedyś Dezerter śpiewał: "Daliście się podzielić jak wielogatunkowe bydło" oraz "nie będą potrzebne represje i siła, aby rozbić nas pałowaniem – bo w wielu z Was siedzi milicjant i dobrze spełnia swoje zadanie". Może rzeczywiście coś jest w teorii jakoby wojna wykończyła nasze najbardziej wartościowe jednostki, zwiększają wybitnie ilość szuj w społeczeństwie.

Kurczę, miało być ogólnie gospodarczo a wyszło personalnie i smętnie ;) Niestety to silniejsze ode mnie – mam ostatnio takie mało fajne refleksje.

Posted in TechBlog.


2 Responses

Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.

  1. arcz says

    Byłem 3miesiące, wspominam miło mimo różnych problemów z pracą, mieszkaniem i jako taką adaptacją do nowego. Wrócić bym chyba wrócił, ale też w ramach wakacyjnego epizodu.

    Dobra lekcja życia, którą proponowałbym wszystkim najeżdżającym na emigrantów, hehe :]

  2. Siegfried says

    dokładnie, a później mogą mówić co zechcą (jeżeli wciąż będą mieć ochotę) ;)



Some HTML is OK

or, reply to this post via trackback.